Czasy się zmieniają – wspomnienie o Izabelli Pawelec-Zawadzkiej (1937-2015)

Hanna Sztuka

28 marca mija rok od dnia, kiedy dotarła do nas wiadomość o śmierci Pani Izabelli Pawelec-Zawadzkiej. Ta smutna data przywołuje wiele wspomnień i jednocześnie każe cofnąć się o krok od dnia dzisiejszego.

Tamtego dnia, kiedy żegnaliśmy Ją na cmentarzu brudnowskim, krocząc w żałobnym orszaku z klaczami arabskimi z trzech państwowych stadnin, które oddawały w ten sposób hołd Jej pracy i zasługom dla polskiej hodowli, czułam że kończy się pewna epoka. Takie sygnały końca epoki są ledwo dostrzegalne i następują powoli i w pewnej sekwencji po sobie. W starożytnym Rzymie mawiano, że „czasy się zmieniają i my zmieniamy się wraz z nimi”. W tamtym momencie żegnając Panią Izę czułam, że coś ważnego dobiegło kresu. Jej rola i wpływ na polską i światową hodowlę koni czystej krwi arabskiej były przez wiele lat pracy zawodowej niezwykle znaczące. Jednakże dla mnie, jako osoby nie związanej z państwową hodowlą, relacja z Nią ma nieco inne znaczenie niż wyłącznie zawodowe. Była dla mnie osobą, która ostatecznie ukształtowała mój sposób postrzegania hodowli koni czystej krwi arabskiej w jej kulturowym wymiarze. Wiele rozmów o hodowli, o historii i osobistych, takich kobiecych, o życiu. Wiele inspiracji i cennych wskazówek. Czasem krytyka, ale raczej jako dyplomatyczne i taktowne sprowadzanie na właściwą drogę jeśli widziała błąd. Moje najwcześniejsze wspomnienie związane z Panią Izą to Jej magiczny głos, którym na pokazach w Białce i Janowie opowiadała o koniach, o historii ich pochodzenia, o liniach żeńskich i męskich rodach w taki sposób, że te opowieści zostawały w pamięci słuchaczy na zawsze. Ona mówiła nie tylko o Koniach. Ona mówiła o Historii w tych koniach zawartej. Sięgając do 200-letniego dziedzictwa stadnin kresowych i czasów odbudowy polskiej hodowli w okresie 20-lecia międzywojennego, utrwaliła w świadomości współczesnych pamięć o kulturowym znaczeniu hodowli koni czystej krwi arabskiej w Polsce. Pamiętała burzliwe i niepewne losy stadnin arabskich po II wojnie światowej i wiele związanych z tym perturbacji. Dlatego zawsze była orędowniczką uważnego czuwania nad hodowlą państwową rozumianą jako narodowe Dziedzictwo. Jako jedna z pierwszych zrozumiała, że hodowla państwowa powinna wobec odradzającej się hodowli prywatnej odegrać rolę mentora i nauczyciela, dzieląc się wiedzą i doświadczeniem. Nie zawsze było to łatwe zadanie i nie zawsze efekty były zgodne z zamierzonymi, ale w mojej opinii, to właśnie była rola Jej życia. Trudno jest zważyć, zmierzyć i wycenić pracę Nauczycielki, ale nie ma w Polsce hodowcy, który w mniejszym lub większym stopniu nie jest Jej uczniem. Jej szczera miłość do koni i najwyższej klasy profesjonalizm połączony z otwartością i sporym talentem pedagogicznym, pozwalały Jej skutecznie dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem. Jako kobieta niezwykle charyzmatyczna i bardzo silna, mimo pozornej kruchości, była otwarta i życzliwa, a w rozmowach o hodowli dostępna dla każdego kto pytał i kto chciał wysłuchać jej opinii. Miała też niezwykłą umiejętność przekonywania do swoich racji. Zawsze siłą argumentów nigdy na siłę. Pani Iza doskonale rozumiała, że hodowcy prywatni mają inne priorytety niż stadniny państwowe. Jej zdaniem hodowca i jednocześnie właściciel klaczy może pozwolić sobie na większą swobodę w budowaniu własnej koncepcji hodowli, sięgając po materiał dostępny na całym świecie. I tak rzeczywiście było. Większość hodowców prywatnych w początkach swojej przygody z hodowlą, opierała się na programie hodowlanym stadnin państwowych aby następnie pójść własną drogą. To co otrzymaliśmy od Pani Izy to przede wszystkim wiedza, która stanowi fundament sukcesu polskiej hodowli koni czystej krwi arabskiej na świecie. Jest naszym DZIEDZICTWEM, które przekażemy następnemu pokoleniu. Czy sprostamy temu zadaniu czas pokaże.

Polska hodowla państwowa stanęła w ostatnich dniach na czerwonym świetle, które zapalili jej politycy. Trudno ocenić intencje obecnej władzy. Pierwsze działania ANR przypominają słonia w składzie porcelany. Na razie słychać jedynie huk bezpodstawnych oskarżeń i okrzyki przerażenia i niedowierzania z całego świata. Nie wygląda to dobrze i niestety nie widać realnej możliwości przywrócenia status quo w krótkim czasie. Pozostaje Nam wszystkim hodowcom, miłośnikom, pracownikom stadnin i zwykłym obywatelom pilnie strzec naszego DZIEDZICTWA przed zakusami polityków, handlarzy koni i doradców-kuglarzy, którzy nawet do końca nie rozumieją co zrobili. Nasze działania jako środowiska powinny być solidarne i konsekwentne w obronie stadnin w Janowie Podlaskim i Michałowie oraz polskiego programu hodowlanego koni czystej krwi arabskiej. Nie jest to dobry czas na przypominanie osobistych wzajemnych krzywd czy pretensji. Nic nie da też chowanie się po kątach na przeczekanie, że jakoś to będzie a może i coś się na tym zyska. Każdy, kto hoduje konie arabskie w Polsce dużo straci na zamieszaniu w hodowli państwowej gdy upadnie jej prestiż i siła ekonomiczna. Od lat wszyscy jesteśmy pośrednio beneficjentami sukcesów Naszej polskiej hodowli państwowej. W tej kryzysowej sytuacji powinniśmy zrobić wszystko co możliwe i rozmawiać ze wszystkimi , którzy mają wpływ na decyzje dotyczące losu stadnin z ich formalnym właścicielem czyli Skarbem Państwa włącznie. Jestem pewna, że Pani Iza przynajmniej by spróbowała.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.